|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Przygotowania do wyjazdu:
Lublin - WarszawaPociąg pośpieszny o 5.55 z Lublina do Warszawy Wschodnej. Warszawa - Moskwa (Rosja)Pociąg Warszawa - Moskwa: bilet 182 zł.; odjazd o 9.28, spóźnił się o 2 godz. ze względu na powódź. Wsiadaliśmy na Dworcu Wschodnim. Były to polskie wagony - przedziały kuszetki 6-osobowe, podobno czystsze i wygodniejsze od rosyjskich. Na granicy pogranicznik białoruski pytał się o vouchery, ale mówiliśmy, że jedziemy tranzytem i puścił nas. UWAGA! - Nie wyrzucaj deklaracji celnej, którą tu wypełnia się - przydaje się przy opuszczaniu WNP. Trasa przez Brześć (zmiana kół - 3h), Mińsk Białoruski, Orszę do Moskwy. O 11.30 (czas miejscowy) następnego dnia byliśmy w Moskwie - przyjazd na Dowrzec Białoruski. Pociąg do Biszkeku (stolica Kirgizstanu), był po północy więc cały dzień mieliśmy na zwiedzanie Moskwy. Bagaże zostawiliśmy w przechowalni na Dworcu Kazachskim (plecak 12600 rub., reklamówka 5400 rub.). Kręciliśmy się w centrum Moskwy, zwiedzaliśmy stacje moskiewskiego metro (bilet 2000 rub. - jazda bez ograniczeń aż do wyjścia, kursy składów co 1,5 min.). Waluta 1 rubel, 1$ = ok. 5800 rubli; opłacało się bardziej kupić w Warszawie (1$ = 5960 rub.) niż w Moskwie (najlepszy kurs znaleźliśmy wtedy w biurze "Inturistu" na ulicy Mochowaja 13 - 1$ = 5760 rub.). Ceny: Pepsi-Cola 2l 9500-12000 rub., woda mineralna 2l 7500-9000 rub. Czas w Moskwie = Warszawa + 2h. Moskwa - Biszkek (Kirgizstan)Pociąg Moskwa - Biszkek z Dworca Kazachstańskiego o godz. 0.25 (pociągi dalekobieżne jeżdżą średnio raz dziennie, odjazdy głównie w nocy). Bilety dla obcokrajowców kupuje sie na Dworcu Leningradzkim (na przeciw Kazachskiego) w okienkach "Inturistu" (na I piętrze) - cena 700000 rub. (prawie 123$) za "kupe" (wagony z przedziałami), poza tym znaleźliśmy np. bilet na samolot do Biszkeku za 240$. Nie próbowaliśmy kupować biletów dla Rosjan, które są o wiele tańsze. W kasie miła pani, porozmawiała z nami i zastosowała jakieś zniżki dla nas - bilet kosztował 612800 rub. (107$). Do poczekalni na Dworzec Kazachski wpuszczają tylko z biletami. Pociągi podstawiają 30-40 minut przed odjazdem. Ogólnie: przedziały kuszetki 4-osobowe, brudno i potem gorąco - okna nieotwieralne "zakryte na zimoj", trzeba mieć ciągle otwarte drzwi (my mieliśmy na szczęście wybite częściowo okno). Trasa przez Riazań, Penzę, Samarę, Buzułuk w Rosji, dalej przez Aktjobe, Oktijabr (duży węzeł kolejowy), Embe, Aral, Kyzył-Ordę, Żanakorgan, Turkiestan i Szykment w Kazachstanie (jakieś 3500 km). Do Biszkeku jechaliśmy 3,5 dnia. Codziennie jest po kilka postojów, gdzie można kupić tanio jedzenie i rozprostować kości. Asortyment towaru spory: pieczywo, pieczone kurczaki, piwo, melony, papierosy, kartofle, jajka, placki (rozmiar duża pizza - 2000 rub., podpłomyki (pieróg) z nadzieniem kartoflanym (100 rub.). Pojawiali się też handlarze w pociągu w czasie jazdy. Na południu (Turkiestan) jest już dużo owoców: arbuzy (za sztukę średnio 4000 rub., 2x3 kg = 1$), melony, jabłka (wiadro za 10000 rub.), winogrona, brzoskwinie itd. Dalej, np. w Szykmencie ceny już wyższe. Ogolnie można płacić w rublach, tengach i dolarach. W głośnikach puszczają, głównie z rana, muzykę ludową i rozrywkową. W wagonie jest samowar z darmowym wrzątkiem (smak wody okropny). Przy przejeździe przez pustynię jest bardzo gorąco (45 stopni C). Pod koniec zaczęły się kontrole milicji (mundurowych i niemundurowych), nawet kilka dziennie - szukali głównie noży i “awtamatow”, no i drobnych prezencików. Napuszczał ich najprawdopodobniej wagonowy. Gdy pytali się o wizy, mówiliśmy, że my nie musimy ich mieć i że jedziemy tranzytem do Pakistanu i Indii. Wyglądało to jakby oni sami nie wiedzieli czy nas obowiązują wizy. Zasada: Jedziesz na biletach dla obcokrajowców olewasz wagonowego (nawet odmówiliśmy pościeli, za którą chciał 2$ za komplet) - może tylko napuszczać na ciebie kontrole policji (jeśli jesteś czysty nie ma problemu: unikaj noży typu wojskowego, "kos" itp. - my mieliśmy kuchenny "do chleba"). Jedziesz na biletach dla mieszkańców WNP od razu daj wagonowemu w łapę i żyj z nim dobrze. Do Biszkeku przyjechaliśmy wcześnie rano (ok. 5.00). Waluta kazachska 1 tenge, 1$ = ok. 65 tenge Biszkek - NaryńTaksówką dojechaliśmy na dworzec autobusowy za 5$ (przepłaciliśmy, kierowca wykorzystał wczesną porę i nasz brak znajomości cen, normalnie 1$). Autobus Biszkek - Naryń (relacji Biszkek - Bajetowo) o 6.40 - bilet 64,7 som + 15 som za bagaż (opłata uzgadniana z kierowcą (razem ok. 5,5$), taksiarz chciał 50$ (zaczął od 200$). Miła pani w kasie odradzała się ich słuchać. 380 km trasy pokonaliśny w 10 h. Wysiedliśmy na rogatce (autobus jechał dalej) i przeszliśmy kawał do "centrum". W Naryniu wynajęliśmy pokój w obskurnym hotelu (chyba jedyny w tej dziurze), gdzie turyści chyba bywają bardzo rzadko i wzbudzają zdziwienie - cena za czwórkę 216 som/dobę. Waluta 1 som = 100 tyiynów, 1$ = ok. 16,5 somów Naryń - przełęcz Torugart - Naryń - BiszkekZ Narynia miał być autobus do Kaszgaru za 25$ o 6.00 rano. Czekaliśmy na niego dwa dni, podobno kursuje, ale nieregularnie i najprawdopodobniej jest tylko dla tutejszych. W końcu pojechaliśmy do granicy starym moskwiczem za 61$ (zeszło ze 100$). Mówili nam, że przejście otwarte jest w godzinach 10.00-12.00, a jedzie się ok. 3 h. Wyjechaliśmy o 7.00 i na przejściu, po stronie kirgiskiej byliśmy przed 11 (ok. 180 km). Po stronie kirgiskiej przepuścili nas bez problemu i powiedzieli, że Polaków w razie czego wpuszczą bez kłopotu. Wiedzieliśmy z różnych źródeł, że najprawdopodobniej nas nie przepuszczą Kitajce bez chińskiego "teleksa". Tu przydaje się deklaracja celna z Białorusi (granice WNP), za wypełnienie nowej biorą 1$. Do strony chińskiej pojechaliśmy specjalnym autobusem, bo specjalna cena za monopol - 100 som (6$) za 12 km z "pięknym" chińskim łukiem triumfalnym. Chińscy pogranicznicy okazali się bezwzględni. Młodzi funkcjonariusze przepuściliby nas, ale jakiś naczelnik siedzący w budynku nie zgadzał się i nam "nada wiernutsa". Okazuje się, że przejście graniczne na przełęczy Torugart jest tylko otwarte dla zorganizowanych przez agencje turystyczne grup. Agencja kirgiska kontaktuje się z chińską agencją turystyczną, ta wysyła "teleks" - zawiadomienie, że odbierze z granicy turystów (data i godzina). To kosztuje (dowiedzieliśmy się później w Naryniu) 30$ dla Kirgizów i 90$ dla Chińczyków (wliczony hotel w Kaszgarze i autobus do granicy pakistańskiej). Słyszeliśmy też, że pojedynczym osobom lub niewielkim grupom niezorganizowanym udawało się przejść. Dlatego musieliśmy jechać przez przejście w Korgos .Z powrotem wróciliśmy ciężarówkami na stronę kirgiską (tu dwie deklaracje celne po 1$). Do Narynia wróciliśmy gruzawikiem (stary ził z budą) za 8$/osobę, dalej do Biszkeku za następne 8$/osobę. Ta nieudana przeprawa kosztowała nas po 50$ od łebka. Biszkek - Ałma-AtaW Biszkeku wylądowaliśmy w biurze turystycznym "Turbaz" koło chińskiego targu. Tu nasi znajomi z Torugartu zrobili awanturę w biurze, gdzue ich oszukali. Załatwili im "teleksy", ale tak jakby oni przekraczali granicę z Chin do Kirgizji, były one kirgiskie a nie chińskie. W biurze bojąc się chyba, żeby nie donieśli o tej sprawie do jakiegoś organu kontrolnego oddali im kasę za "teleksy" (36$/osobę), zwrócili koszt przejazdu na granicę (30$/ osobę) i zaoferowali... saunę. Jednak wzięli pokój w hoteliku obok dla nas wszystkich na parę godzin do odświeżenia się. Na mieście zatrzymał nas dwa razy patrol policji, raz zaprowadzili nas do zamkniętego pomieszczenia i zrewidowali. Chcieli wiedzieć ile mamy kasy - musiałem pokazać, ale nie pozwoliłem im ich tknąć. Ceny: coca-cola 1,5l 20 som, dobry obiad 18 som (polecamy "łagman"). Waluta: najlepiej wymieniać grube dolary - 50,100 po 17 som, "miałkie" - 1,2,5,10,20 po 16-16,5 som. Nie chcą wymieniać banknotów sprzed 1992 roku (dają mniej za nie). Taksówkami (po 20-24 som za taksę) pojechaliśmy na dworzec autobusowy skąd jechaliśmy wcześniej do Narynia. Autobus Biszkek - Ałma-Ata o 19.30 (spóźnił się 2 h, jeżdżą parę razy dziennie) dojechał rano o 3.00 na Nowy Dworzec, skąd był autobus do Żarkanetu. Kierowcza powiedział nam, że lepiej byłoby gdybyśmy mu zapłacili niż kupowali bilety. Ałma-Ata - ŻarkentAutobus Ałma-Ata - Żarkent (dawniej Panfiłow) o 9.00 rano, bilet 430 tengów, ale dogadaliśmy się z kierowcą za 300 tengów/ osobę (4$). Nawet gdy się zepsuł kierowca dogadał się z kierowcą autobusu, który nas wziął dalej. W Żarkencie byliśmy o 21.00 wieczorem. Ceny: jedzenie w knajpkach przydrożnych - "manta" (rodzaj pierożków) 60 tengów, herbata 12 tengów za czajniczek. Nocleg w jakimś hoteliku za 196 tengów/osobę (stargowaliśmy z 262 tengów niezależnie od pokoju) - 2,6$. Żarkent - Korgos - Yining (Chiny)Autobus kazachstański (kursują też chińskie na zmianę) Żarkent - Yining przez przejście graniczne w Korgos o 8.20 rano. Dogadaliśmy się z kierowcą, że zapłacimy za bilety nie do Yining (9$), ale do jakieś mieściny wcześniej (6$/osobę) - reszta dla niego. Przejechaliśmy 2 posterunki kontrolne (drugi w Korgos), na przejściu po stronie kazachstańskiej wypełniliśmy dodatkową deklarację celną (jedna była z Torugartu). Chińczycy pracują w godzinach 9.30-13.30 i 15.30-19.30. Chińczycy bardzo dokładnie sprawdzają co się wwozi do kraju (książki i prasa, taśmy magnetofonowe). Nie było żadnej opłaty za jakąś strefę wolnocłową. W tych okolicach trzeba uważać na czas - jest czas pekiński, który jest 2 h do przodu niż czas Xinjiang (lokalny). W Yining byliśmy o 21.00 czasu pekińskiego. Po stronie chińskiej na przejściu można wymienić walutę 1$ = 8,1Y. W Chinach główne danie w knajpkach to ostre kluski z warzywami i baraniną (chowmain). Ceny: chowmain 5Y (duża miska), woda mineralna 0,6l 3Y, napój mango w puszce 0,3l 4Y. |
|
|
|